Od zimnej wojny pod oręż w walce o klienta

To jest przedziwna sprawa, ale ludzie w ogóle nie wiedzą, kto im te wszystkie Internety zmajstrował. Tak z nazwiska to znają Zuckerberga, Muska i może jeszcze Larry’ego Page’a, a nie myślą o tym, że panowie mogliby sobie dziś zrobić co najwyżej głuchy telefon z puszek po cieciorce albo – jak dzieci z Bullerbyn – słać listy po sznurku, gdyby nie Joseph Licklider, Paul Baran i Tim Berners-Lee.

To jest przedziwna sprawa, ale ludzie w ogóle nie wiedzą, kto im te wszystkie Internety zmajstrował. Tak z nazwiska to znają Zuckerberga, Muska i może jeszcze Larry’ego Page’a, a nie myślą o tym, że panowie mogliby sobie dziś zrobić co najwyżej głuchy telefon z puszek po cieciorce albo – jak dzieci z Bullerbyn – słać listy po sznurku, gdyby nie Joseph Licklider, Paul Baran i Tim Berners-Lee.

Ten pierwszy – Joseph Carl Robnett Licklider, pracownik amerykańskiej organizacji badawczej ARPA (Advanced Research Project Agency), był autorem koncepcji globalnej sieci komputerów. W końcówce lat 50-tych stworzył pierwszą w historii sieć komputerową SAGE, a 1969 roku ARPANET – pierwszą sieć rozległą, obejmującą węzły na czterech uczelniach w USA i uznawaną za pierwowzór Internetu. 

Ten drugi – urodzony w Grodnie Paul Baran, stworzył koncepcję transmisji danych polegającą na dzieleniu ich na pakiety, którą uznaje się za podstawę działania Internetu, jaki znamy dziś. 

Ten trzeci – Tim Berners-Lee, stworzył podstawy języka HTML i – w ramach projektu o oryginalnej nazwie „The Project” (w sprawie nazw zaglądajcie do zakładki >>>naming) – uruchomił w 1990 roku pierwszą stronę internetową. Jej właścicielem była Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN. Pierwotny koncept, który w niedługim czasie stał się najważniejszą usługą w Internecie, niewiele różnił się od współczesnego, okropnie brzydko sformatowanego pliku tekstowego, gdzie poszczególne części są połączone ze sobą przy pomocy hiperłączy (dopiero uruchomione nieco później przeglądarki Erwise i Mosaic umożliwiły przeglądanie stron w trybie graficznym, co uczyniło ich zawartość nieco bardziej atrakcyjną. Ale jeszcze nie za bardzo). Berners-Lee nie miał zresztą ambicji estetycznych; planował stworzyć po prostu bazę danych i system informacyjny oparty na sieci dokumentów hipertekstowych: World Wide Web. Pierwszą stronę www można nadal oglądać pod adresem http://info.cern.ch/. Nie zachwyca; chyba że ktoś ceni brutalizm w sztuce. 

Warto zaznaczyć, że innowacje w zakresie przekazywania informacji w formie elektronicznej nie powstały bynajmniej w pokojowych celach ani z myślą o ułatwieniu życia. Jak większość wynalazków drugiej połowy XX wieku były orężem walki na frontach zimnej wojny i zasadniczo kontynuują swoją misję, stanowiąc oręż w walce o klienta.

Bo po co Ci właściwie ta strona internetowa (którą pięknie możemy dla Ciebie zrobić)?

Po pierwsze: żeby oszczędzić czas i pieniądze. Możesz umieścić na niej wszystkie potrzebne informacje o Tobie, Twojej działalności, produktach i usługach, których inaczej musiałbyś udzielać osobiście lub powielając w nieskończoność ulotki, foldery, plakaty czy katalogi (a tak to możesz zrobić ich tylko tyle, ile naprawdę potrzebujesz).

OK, masz masę czasu, lubisz rozmawiać z ludźmi, nałogowo produkujesz i kolekcjonujesz ulotki i foldery. W porządku. Zatem – po drugie: przyda Ci się strona, żeby zautomatyzować procesy. Rejestracja wizyt, sprzedaż towarów, zbieranie informacji od kontrahentów, szkolenia podwykonawców – to wszystko zyskuje zupełnie nowy wymiar.

Nadal nie? Dobrze, to po trzecie: strona www jest dostępna 24 godziny na dobę, 365 dni w roku (+1 w roku przestępnym) z każdego miejsca na świecie.

Mówisz: kto by non-stop szukał informacji? Noooo, znamy takich wielu, nawet osobiście, żeby nie rzec – z autopsji. Ale w porządku – po czwarte: dostarcza informacji o tym, kto i kiedy interesował się twoim produktem lub usługą.

Acha. Nie obchodzi Cię to tak długo, jak długo ten ktoś coś od Ciebie kupuje. Ryzykowne, ale OK. Po piąte – pozwala zainteresowanym łatwo znaleźć Twoja firmę (swoją drogą – jak ludzie znajdowali wykonawców i dostawców w czasach przed www i „Panoramą Firm”?).

Nadal uważasz, że jak ktoś będzie chciał Cię znaleźć, to Cię znajdzie? A poza tym masz dużo klientów i więcej nie potrzebujesz? Idealnie! Ale dobry wizerunek to jednak zawsze by Ci się przydał, prawda? 

Może by się i przydał, ale to strasznie dużo kosztuje… 

A wiesz, ile forsy wywalili już na te całe Internety Amerykanie? No właśnie.